Wspomnień czar

Artykuły » Wspomnień czar

            

 

             Grupa Lepszy Grabiszyn(ek)-lepszy Wrocław to nie tylko mieszkańcy, ale także i pracownicy lokalnych firm oraz absolwenci szkół znajdujących się na naszym osiedlu.

             Dlatego postanowiliśmy uczcić jedną z naszych nauczycielek, która wychowała wielu z nas i miała wpływ na nasze przyszłe życie.

Wyprzedziła edukację co najmniej o epokę!

 

 

Anna Kijowska (12.7.1941 Tłumacz, Ukraina – 22.3.2015 Wrocław), wspomnienie

Pod skrzydła matematyczki, pani Kijowskiej, dostałem się we wrześniu 1965 lub 1966 roku, w czwartej lub piątej klasie SP 82 na ulicy Blacharskiej. Wiem za to, że los dał mi – i całej klasie B podstawówki - na 4 lub 5 lat nauczycielkę, która w siermiężnych czasach PRL wyprzedziła cały system edukacji o jedną lub dwie epoki! Wychowała całe rzesze wspaniałych uczniów, a z mojej klasy najdalej zaszedł Wojtek Puła, mieszkaniec najpierw Stolarskiej, a po wybudowaniu się śp rodziców, do dziś osiadłego na Ojca Beyzyma. Wojtek poszedł w ślady Anny Kijowskiej i naucza, jako profesor dr habilitowany budownictwa, na wrocławskiej Politechnice i zagranicą. 

A jak popatrzę na twarde liczby, to pewnie brała nas tuż po studiach, a więc bez lub z niewielkim stażem pedagogicznym. – Jednym słowem talent nauczycielski par excellence! Na czym ów talent polegał? Otóż pani Kijowska miała wszystko poukładane jak w pudełku, nie musiała z nikim dyskutować ani o metodach, ani o narzędziach, że o kłopotach wychowawczych nie wspomnę, bo nauczycielka tej klasy ich najzwyczajniej nie miała! – Nawet nie potrzebowała podnieść głosu, bo po co? Wystarczyło przecież jedno karcące spojrzenie i łobuzy, w tym oczywiście i ja, już stawali się grzecznymi trusiami!... Takich talentów na Blacharskiej było więcej, z częścią do dziś mam kontakty, bo mieszkają na Pilnikarskiej. A z odeszłych na wieczną wartę aż prosi się o wymienienie chemika Okrucińskiego, który miał gabinet od ulicy, ale nie auta było słychać, jeno wpadłą przez okno muchę, bo taka była cisza i koncentracja u Niego na lekcjach!

Ale kunszt i warsztat Anny Kijowskiej doceniłem dopiero kilkanaście lat po studiach (naturalnie też nauczycielskich), kiedy nie dałem rady skruszyć betonu grona pedagogicznego SP 13 przy ul. Paulińskiej. Nie uczyłem, ale przyszło mi na początku nowego ustroju pełnić zaszczytną i trudną rolę przewodniczącego Rady Rodziców. Problem wydawał mi się dość prosty: ponieważ na wszystkich poziomach były po 3 oddziały, więc chociaż w klasach starszych Rada Rodziców zaproponowała segregację i wyłonienie jednego oddziału z uczniami najzdolniejszymi. – Niestety, pomysł upadł, bo jego najzagorzalszymi wrogami byli… sami nauczyciele. Nic nie pomogli wszyscy rodzice i światła dyrektorka. A u pani Ani nie było żadnego problemu: siedzieliśmy po dwoje w ławce, więc w pierwszym rzędzie siedzieli ci lepsi, a w drugim słabsi i każdy miał szansę być „the best of”. Wtedy, w myśl zasad socjalistycznych nazywało się to „od każdego według jego zdolności”. Nie pamiętam, by ktoś musiał powtarzać klasę, bo wstydem było się matematyki nie uczyć. Po porażce na Paulińskiej mogłem zadać sobie jedno retoryczne pytanie: Kijowska jest tylko jedna?

Po moim powrocie do kraju kilkakrotnie próbowałem z panią Anią porozmawiać na przystanku, w sklepie, na ulicy. Za każdym razem traktowała mnie niczym intruza (wiadomo, nie byłem już nastolatkiem i wygląd mój też się zmienił), więc przez młodszą koleżankę, też absolwentkę SP 82 i uczennicę Mistrzyni, wystosowałem notę protestacyjną: „nie jestem żadnym zbokiem, jeno wdzięcznym wychowankiem”. – Podziałało! Na przedwiośniu 2015 roku jechaliśmy razem kilka przystanków do miasta autobusem 119. W ciągu 10 minut wymieniliśmy się uwagami i wspominkami z prawie całego życia. Pani Anna zaciekawiona pytała o mą śp mamę, byłą asystentkę dentystyczną, z którą pracowała w szkole. Opowiadałem o jej szefowej, a mej sąsiadce – dr Elżbiecie Róg-Malinowskiej, która mimo 80+ nadal dzierży narzędzia stomatologiczne w dłoni. Na koniec umówiliśmy się na dłuższą rozmowę przy kawie.

Niestety, nie mogłem przez kilka dni dodzwonić się na komórkę. – Po kilkunastu próbach napisałem sms-a. – Odpowiedziała, ale nie Anna Kijowska, ale jej ukochana siostrzenica Marta. – „Ciocia niestety zmarła we śnie, bo miała coś z sercem”… Nie mogłem się z tym pogodzić, jako że absolutnie nie wyglądała na swoje 73 lata. Ze swoją extra figurą, eleganckim stylem noszenia się i urodą, wyglądała na kilkanaście lat mniej. A bystrością umysłu pewnie nadal dorównywała swoim uczniom.

Bez dwóch zdań była to wspaniała nauczycielka, Dama Grabiszynka, cześć JEJ pamięci!

                                                Waldemar Wójcik, absolwent SP 82

z roku 1971

 

PS

Marcie Michalak, siostrzenicy Anny Kijowskiej, bardzo dziękuję za informacje i fotografie z albumu rodzinnego.